poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział II

Przez wiele dni próbowałem przekonać ich, że to co robią jest błędem. Twierdziłem, iż sobie tam nie poradzę. Prosiłem, mówiłem : mam tu znajomych, a tam nikogo. Na mamę nawet to nie działało. Obydwoje byli nieugięci i właśnie w ten oto sposób się tutaj znalazłem. Jeszcze nie widziałem się z ojcem, kiedy przyjechałem wczoraj nie było go, a rano wyjechał do pracy zanim zdążyłem wstać. Wydaję mi się, że po prostu wcale nie chce mnie widzieć, ale jest mi to obojętne. Stoję właśnie przed moja nową szkołą. Budynek jak budynek, niczym się nie wyróżnia a właściwie to ani trochę nie wygląda on na szkołę. Muszę iść zameldować się w sekretariacie po plan lekcji. Tylko gdzie jest ten pokój ? O! Jest tam. Wszedłem do niewielkiego pomieszczenia i zaraz uderzył we mnie ten okropny zapach, można by rzec duszący. Za biurkiem siedziała jakaś niezbyt przyjemna kobieta, patrząc na nią przeszły mnie ciarki obrzydzenia. Stara baba, a makijaż jak u jakiejś lafiryndy, pomyślałem. A jej włosy to już inna historia, zdradzę wam tylko jedno, były czerwone, ble. Dobra dostałem plan teraz muszę poszukać sali 15A, w której chyba mam angielski. Okej, tutaj mamy 11A, więc to musi być gdzieś niedaleko. 12A, 13A, 14A, 1B? Co jest! Klasa widmo, czy co? Żarty sobie ze mnie stroją? Hm, idzie w moją stronę jakaś dziewczyna, może zapytam się jej... No co ty będę z siebie idiotę robił, jeśli do mnie nie zagada to jakoś będę musiał sam sobie poradzić.
- Witam! Jestem Emma. Nowy? Nie widziałem cię tutaj wcześniej - przywitała się.
- Nowy, samotny i zgubiony. Jestem Ethan. Wiesz może gdzie jest klasa 15A? - mam nadzieję, że się nie skompromitowałem. Samochody to samochody, ale z dziewczynami zawsze miałem problemy.
- Jasne, jeśli chcesz to mogę cie zaprowadzić - zaproponowała.
Nie uwierzycie! Żeby dojść do sali trzeba było się cofnąć do sekretariatu, skręcić w lewo, po schodach następnie korytarzem prosto, na kolejne schody i na półpiętrze voile oto drzwi do sali tortur, w której każą pisać, czytać i myśleć. Pukać czy nie pukać. Oto jest pytanie. Zapukam. Mogę jeszcze zwiać. A nie już nie mogę, trzeba wejść do środka. Mam nadzieję, że nie będę musiał o sobie opowiadać. Dość młoda nauczycielka przedstawiła się jako Juliette Johnson, kazała mi usiąść i otworzyć książkę na biografii Stana Rica. Czy to nie ten facet, który namalował tego robota i dziwnego psa? Nie wiedziałem, że był pisarzem. Lekcje mijały. Zostały tylko trzy. Albo i nie, mam na dzisiaj dość, wychodzę. Dobrze, że nie ma tu kamer, ani ochroniarzy, bo głupio by było dać się złapać już pierwszego dnia w nowej szkole. Wskoczyłem do auta i ruszyłem na przejażdżkę pozwiedzać okolicę.